Ćwierćfinały PLFA II 2014 i Jeremy Dixon

jeremy dixon seahawks sopot

Od 2010 roku mam kontakt z futbolem amerykańskim w Polsce, przez te lata poznałem odrobinę środowisko, realia, oczekiwania zawodników i dowiedziałem się jakie problemy mają kluby. Skoro czytacie ten wpis, to pewnie też zdajecie sobie sprawę z tego, że ta dyscyplina cierpi na brak mediów, a co za tym idzie – dobrych tekstów, felietonów, etc.

Postanowiłem, że na blogu w miarę możliwości pojawią się też wpisy, które będą moimi osobistymi komentarzami do bieżących wydarzeń w polskim fa. Chciałbym nie skupiać się tylko na boiskowych sprawach, ale pisać i komentować też rzeczy związane z marketingiem klubów, ich wizerunkiem, działaniami PR. Mam wrażenie, że tego najbardziej teraz brakuje – szczególnie po SuperFinałach, kiedy o futbolu było głośno w mediach.

Dzisiejszy wpis jest zainspirowany ćwierćfinałami w PLFA II, a w szczególności jednym meczem: Seahawks Sopot – Green Ducks Radom. Nie da się tego inaczej opisać niż tylko tak, że Seahawks zrobili w niedzielę „tatar z kaczki”. Wynik 55:0 to deklasacja i pomimo, że nie oglądałem meczu to sami zawodnicy (obu klubów) przyznali, że różnica poziomów była bardzo widoczna. Pozostałe pojedynki toczono już dużo bardziej wyrównanych okolicznościach. Najbardziej chyba ucieszył mnie awans Rebels, którzy mam nadzieję, że odbudują swoją pozycję i za jakiś czas wrócą do najwyższej klasy rozgrywkowej.

jeremy dixon sopot

Jednak w tym tekście głównym tematem będzie amerykański zaciąg Seahawks w osobie Jeremy’ego Dixona. Jeremy przybył do Sopotu na początku sierpnia tego roku, dołączył do Seahawks po tym jak zakończył sezon w swoim dotychczasowym klubie – Kouvola Indians występującym w najwyższej klasie rozgrywkowej w Finlandii.

Wszyscy, którzy interesują się naszą ligą doskonale wiedzą, że Jeremy w 2011 roku występował jako rozgrywający w Warsaw Eagles, a dwa lata później bronił barw Seahawks Gdynia. W tym roku występuje w trzeciej klasie rozgrywkowej w Polsce. Coś niesamowitego, że tacy zawodnicy grają na boiskach PLFA II. Nie muszę chyba tłumaczyć nikomu, że gracz z takim potencjałem byłby wzmocnieniem praktycznie każdej drużyny w Polsce, nie mówiąc już o PLFA II, tam jest po prostu kimś z innej bajki. Odkąd pojawił się w Seahawks drużyna ta w 4 meczach zdobyła 218 punktów… średnio 54,5 na mecz! W trzech pierwszych spotkaniach średnia ta wynosiła 33,6 punktu na mecz.

Byłbym skrajnym idiotą gdybym powiedział, że to Jeremy wygrywa mecze dla Seahawks, bo nie wygrywa. Sopocianie poradziliby sobie sami, pewnie rozmiary wygranych byłyby mniejsze, ale nie zmienia to faktu, że wygrywaliby. Jeremy jest za to bardzo, ale to bardzo dużym wzmocnieniem. Pamiętam go jak jeszcze graliśmy razem w Eagles, ogrywał mnie jak chciał, praktycznie wyglądało to tak (choć wstyd się przyznać), jakby biegał sam po boisku, uwolnienie się spod opieki, wyjście na pozycję, świetna dynamika, no nie miałem szans go zatrzymać – inna sprawa, że nie byłem jakimś wybitnym cornerem.

jeremy dixon seahawks sopot touchdownWracając do PLFA II – przepaść między Jeremym, a ligą jest ogromna – nikogo tutaj nie obrażam. Wiem, że w niższych ligach jest mnóstwo talentów, jak choćby Karol Żak, który po przejściu do Topligi pokazał, że może być z niego klasowy rozgrywający. Ale niestety taka jest prawda – różnica poziomów pomiędzy Topką, a niższymi ligami jest kolosalna. Przekonali się o tym boleśnie Spartans w sezonie 2013. A Jeremy, nawet jeśli on sam nie zdobywa punktów, to każdy rozsądny trener przeciwnej drużyny widząc go na boisku zarządza, albo przynajmniej powinien wprowadzić takie ustawienie, gdzie na Jeremym będzie dwóch zawodników – zapewne corner grający men to men i safety gdzieś w głębokiej strefie pilnujący Dixona. To jednak sprawia, że pozostali gracze Seahawks mają na boisku więcej luzu i miejsca. Efekt – w półfinale 6 z 8 przyłożeń zdobyli Polacy, a dwa dołożył Jeremy, wszystkie touchdowny podaniowe!

Zastanawiam się czy to dobre dla ligi, że tacy zawodnicy jak Jeremy występują w PLFA II – drużyny bez amerykanów w składach nie mają nawet co startować do rywalizacji z takimi Seahawks. Po pierwsze bardzo dobry, stabilny polski skład, po drugie – mega wzmocnienie Jeremym. Zobaczycie, że wygrają te playoffy – nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Z drugiej jednak strony właśnie tacy zawodnicy jak Jeremy podnoszą poziom rywalizacji i dają naszym chłopakom okazję do zmierzenia się z naprawdę dobrym przeciwnikiem. Chciałbym poznać opinie zawodników Green Ducks jak im się grało przeciwko Jeremy’emu.

W każdym razie jestem chyba bliżej tej drugiej opcji, bo jeśli się uczyć to od najlepszych. I to potwierdzam osobiście, bo najwięcej nauczyłem się od amerykanów, którzy grali ze mną w Eagles, nic nie zastąpi ich doświadczenia boiskowego i przekazania dobrych rad. To na pewno potwierdzą również chłopaki z Sopotu, Wrocławia, Gdyni i chyba każdego klubu, który regularnie sprowadza zawodników z USA.

zdjęcia: Maciej Żarnowski, całą galerię fotgrafii z meczu Seahawks Sopot – Green Ducks Radom można zobaczyć pod tym adresem: – https://facebook.com/maciej.zarnowski/seahawks-greenducks

Jeśli spodobał Ci się tekst polub mój fanpage na facebooku i nie przegap kolejnego wpisu.

Comments

comments

Komentarze są wyłączone.