Jak wkręciłem się w treningi bokserskie – Sidorenko Boxing Gym

sidorenko boxing gym

Dawno nic nowego na blogasku nie pisałem, ale nie oznacza to, że nic się u mnie nie działo, działo się tyle, że nie było czasu pisać. A nie każdy ma tyle wolnego, żeby popijając kawkę w starbuniu tworzyć niespiesznie kolejne wpisy. No nic – w każdym razie spróbuję co nieco odkurzyć bloga.

Za 2 miesiące startuje sezon ósemek w futbolu amerykańskim, a wiadomo ósemki to poważna sprawa, tam nie ma „miętkiej” gry. Tyle tylko, że po mniej więcej roku przerwy od treningów ogólnie z kondycją i formą u mnie słabiutko, ciężko wejść na pierwsze piętro po schodach już nie mówiąc o graniu w cokolwiek. Żeby nie narobić sobie wstydu w lidze, tym bardziej, że będę występował w elitarnym gronie byłych zawodników Warsaw Eagles, w nowo utworzonej drużynie Warsaw Old Boys, trzeba było powziąć jakieś działania mobilizacyjno-naprawcze. Ich efektem ma być sylwetka niczym u modeli z okładek Men’s Health oraz forma jak u zawodowych uczestników triathlonów Ironman.

Początkowo moje myśli krążyły wokół jakiejś siłowni, może trochę biegania, tylko, że i jedno i drugie jak dla mnie za nudne. W końcu padło na basen i to był doskonały wybór. Doskonały dlatego, że w tym samym budynku znajdowała się salka bokserska prowadzona przez Alexandrę Sidorenko. Boks – pomyślałem, to było jak olśnienie. Zapiszę się na boks. Przecież to będzie wszystko czego potrzebuję – kondycja, nogi, ręce, szybkość, zwrotność, aj no lepszego pomysłu chyba nie mogło być. Dodatkowo jako urodzony szczęściarz, trafiłem na czas kiedy przez miesiąc wszystkie treningi odbywały się za darmo. Prawdziwa łaska niebios. Głupi by nie skorzystał.

radek boksNa pierwszy trening wybrałem się w niedzielę o 12:00. Uznałem, że to będzie świetna pora, bo kto normalny przyjdzie w niedzielne południe trenować boks – znaczy się nie dostanę po ryju na dzień dobry od kogoś bardziej zaawansowanego. Nie myliłem się! Na treningu byłem sam – czyli… trening indywidualny. Rewelka. Akurat trafiłem na Janka, który jest też trenerem Sashy. Początek standardowo rozgrzewka, bieganie – no nic odkrywczego. Tyle, że po 15 minutach zaczęło mi brakować oddechu. No to co – przerwa treningowa. Myślę sobie spoko, odpocznę moment. Ale nieeee – przerwa treningowa u Janka oznacza… skakankę. 3 minuty na złapanie oddechu. Później nie było wcale łatwiej, teraz już nawet nie pamiętam co tam się działo, jedyne co zostało w pamięci, to że na koniec w nagrodę mogłem założyć rękawice i ponaparzać w worek – na to czekałem. Jak się okazało, nawalanie w worek wcale nie jest takie proste jakby się to mogło wydawać. I cholernie męczy.

Od mojego pierwszego treningu minęły już 2 miesiące, staram się być na salce dwa – trzy razy w tygodniu. Z formą i kondycją jest już dużo lepiej, a rezultaty są znacznie powyżej oczekiwań i co najważniejsze, czuję, że będę dobrze przygotowany do ósemek. Co więcej wytrzymuję już trochę dłużej niż tylko 1 rundę z workiem i szczerze się zastanawiam dlaczego wcześniej nie poszedłem na boks. Przecież to idealne przygotowanie do sezonu futbolowego.

Comments

comments

Komentarze są wyłączone.