Marketing w klubach PLFA

futbol amerykanski grafika

Temat będzie ciężki, ciężki i dla większości mało przyjemny. Mało przyjemny dlatego, że właściwie marketingu i PR w klubach futbolowych jest niewiele, właściwie to można powiedzieć, że jest on w szczątkowej formie. Oczywiście, w tej chwili zapewne obruszyli się wszyscy, którzy „wrzucają posty na facebooka”, ale moi drodzy na facebooku świat się nie kończy.

Są oczywiście wyjątki w działaniach marketingowych, ale zazwyczaj są to jednorazowe akcje i trudno mówić o jakiejś przemyślanej strategii komunikacyjnej. W zasadzie problem nie dotyczy tylko futbolu amerykańskiego i można spokojnie przełożyć go na działanie klubów, odważę się powiedzieć, wszystkich dyscyplin sportowych. Sorry, taką mamy rzeczywistość. I nie piszę tego złośliwie żeby komuś dopieprzyć, wręcz przeciwnie. Życzyłbym sobie, żeby ten tekst chociaż skłonił do zastanowienia się nad jedną, spójną wizją marketingową klubu.

Zaplanuj i działaj!

Czym innym jest przemyślane i konsekwentne działanie, a czym innym ad hocowe organizowanie akcji. Nie mówię, że to jest złe, nie, nie jest, ale poziom jakościowy pomiędzy czymś dużym, zaplanowanym i ciągłym jest ogromny w porównaniu do pojedynczych wydarzeń, choćby nie wiem jak były spektakularne. Prowadzi ktoś z Was kalendarz z zaplanowanymi działaniami marketingowymi i promocyjnymi na przyszły rok? Szczerze wątpię.

O RLY?

Ostatnio na grupie „Pasjonaci futbolu amerykańskiego” Wojciech Andrzejczak dodał komentarz, który idealnie obrazuje sytuację i jest jednocześnie cytatem pochodzącym z ust jednej z najważniejszych postaci w polskim futbolu:

milczenie jest zlotem

Piękne, mądre, filozoficzne i całkowicie bez sensu jeśli mówi się o promocji, reklamie, marketingu i co najważniejsze zainteresowaniu mediów. Nie wiem czy wiecie, ale to media sprawiają, że dane dyscypliny stają się popularne. Tak było z futbolem, który do czasu, aż zainteresowała się nim telewizja był sportem drugorzędnym. Przykładów nie trzeba daleko szukać, spójrzmy na Polskę – skoki narciarskie – tutaj pojawiły się sukcesy, pojawiły się media, pojawili się kibice. To jest system naczyń połączonych, z których najważniejsze są media – bez nich nie będzie ani pieniędzy, ani kibiców.

Story, story, story!

Media też same z siebie nie przyjdą na mecz futbolowy – bo niby po co? Chyba, że na SuperFinał i to też ewentualnie. Żeby zainteresować dziennikarzy trzeba dać im „mięso”, historię, którą będą mogli opowiedzieć swoim widzom czy czytelnikom. Im szybciej osoby zarządzające klubami to sobie uświadomią tym lepiej dla klubów i zawodników.

Powiecie – dobra, ładnie pięknie, ale skąd brać takie historie? Akurat tutaj nie ma nic prostszego – w każdej drużynie na meczu jest 45 zawodników. Każdy z nich może być bohaterem takiej historii. Nie muszę się długo zastanawiać, żeby na szybko rzucić kilka pomysłów – zacznę od WE, bo tutaj mam najłatwiej – Kuba Zduń, facet, który w lidze gra od samego początku, chyba nie ma nikogo kto zagrał więcej meczów w Polsce. Idziemy dalej – Panthers – Grzegorz Mazur – w 2013 roku złamał obojczyk, ciężka kontuzja po której trudno się wraca, a jednak – widzieliście jak grał w minionym sezonie i jak wygląda teraz? Seahawks – Marcin Bluma zdobywca 2 Mistrzostw Polski, który może być idolem dla dzieciaków z podobnymi problemami ze słuchem, Kozły i Witek Wojnowski, Sharks – Radek Rykiel, w Steelers bracia Sikora. W każdym klubie takich historii jest nieograniczona ilość. Trzeba je tylko wykorzystać.

A jeśli nie to można stworzyć historię i zainteresować media i kibiców inaczej – chociażby tak jak zrobili to Królewscy, gdy zbierali pieniądze na sprzęt. Pamiętacie tę akcję?

krolewscy

Social media!

To chyba ulubiona forma promocji w fa przy czym mam na myśli facebooka, profile klubowe w innych serwisach społecznościowych aktywują się od czasu do czasu, tam też brak regularności. Ale wracając do facebooka – prawie każdy klub ma fanpage tylko, że niestety są one prowadzone – średnio – choć i tak to ocena na wyrost, brak tam treści, ciągłości, zaangażowania i w zasadzie poza sezonem nie ma na nich czego szukać. A tymczasem offseason to miejsce na świetną promocję przed rozpoczynającym się sezonem. W offseason buduje się nie tylko formę, ale także podstawy do frekwencji na meczach.

Social media wydają się łatwe w obsłudze… błąd. Prowadzenie profilu to jak stąpanie po kruchym lodzie. Jeden nieprzemyślany ruch i kryzys gotowy. Przed tym nikt się nie uchroni. Nawet kluby z NFL. Oto przykład ich akcji z okazji 1 miliona followersów na twitterze. Przygotowali aplikację, która po zrobieniu retwetta publikowała post z koszulką, na której znalazł się nick osoby, która puściła twetta dalej. Wszystko szło pięknie do czasu, aż pojawił się taki oto wpis:

patriots 1 milion fans

Później było całe przepraszanie i odkręcanie, ale niesmak pozostał.

Inna sprawa to relacje z „fanami na fb”. Niektórym się to udaje, innymi niestety nie – tutaj mój osobisty przykład z fanpage’a Lowlanders. I żeby nie wyszło, że hejtuję – bardzo lubię klub z Białegostoku, doceniam to co robią, podziwiam ich lokalne zaangażowanie, bo wykonują świetną robotę, a tymczasem…

lowlanders facebook

Odpowiedź niczym strzał w ryj. Koniec dyskusji. Szkoda, wielka szkoda, bo dla mnie taka akcja miała świetny potencjał marketingowy. Problem jest taki, że nikt się o niej nie dowiedział.

Wideo!

To najszybciej obecnie rosnąca kategoria w internecie i będzie rosła dalej! Jeśli czytasz ten tekst i jesteś odpowiedzialny za klub, a nie kręcisz jeszcze materiałów wideo to zmień to jak najszybciej. To nie jest fanaberia, to konieczność i dla kibiców i dla mediów. W każdej drużynie, nie mówię tylko o Toplidze jest kilku wyróżniających się chłopaków. Zastanówcie się czy nie można byłoby z nich zrobić „gwiazdy”, ewentualnie bardziej przyjaźnie mówiąc – ambasadorów klubu? Mogą zapraszać na mecze, komentować różne zdarzenia, pojawiać się w materiałach promocyjnych. Liga idzie w stronę profesjonalizacji – zatem gwiazdy będą potrzebne, chociażby sponsorom, którzy powoli zaczynają się pojawiać.

Buduj własne media i zarabiaj na nich!

Jeśli wydaje Ci się, że to co publikujesz na facebooku, twitterze, youtube, instagramie czy też w innych mediach społecznościowych jest Twoją własnością i należy do Ciebie to masz rację – wydaje Ci się. Wszystko co tam wrzucasz należy do właścicieli danego serwisu. Co więcej w jednej chwili mogą usunąć Twojego fanpage’a czy profil.

Rozwiązaniem i jedyną słuszną drogą jest budowanie własnych mediów – najprościej mówiąc, swojej własnej klubowej strony internetowej. Przejrzałem z ciekawości klubowe strony drużyn z Topligi… wyglądają jak „miasta duchów”. Są chyba tylko dlatego, że ktoś je kiedyś postawił, bo uznał, że dobrze mieć stronę klubową. Niestety przykro to mówić, ale jest to obraz nędzy i rozpaczy, a jednocześnie wizytówka klubu, bo właśnie tam trafiają ludzie, którzy szukają informacji… Marnuje się ogromny potencjał, tym bardziej, że na stronie można wpiąć reklamy i zacząć zarabiać. Może nie byłyby to kwoty, które powalałyby na kolana, ale zawsze byłoby to dodatkowe źródło przychodów, a z tego co się orientuję na nadmiar pieniędzy nikt w PLFA nie narzeka.

Na koniec jeden z moich ulubionych cytatów i mam nadzieję, że osoby odpowiedzialne za marketing w klubach wezmą go sobie do serca:
„Prowadzenie biznesu bez reklamy jest jak puszczanie oka do dziewczyny po ciemku. Nikt poza nami nie wie, co robimy”. Stuart Henderson.

Comments

comments

2 myśli nt. „Marketing w klubach PLFA

  1. Pingback: Case - Lowlanders Białystok

  2. Pingback: Warsaw Sharks marketingowo