Miałem marzenie – pierwsze treningi

trening we 2010

Zaraz po rekrutacji mieliśmy zacząć treningi. Rekrutacja była pod koniec października czyli logiczne wydawało się, że zapewne od listopada ruszymy. I faktycznie tak było – oficjalne informacje dostaliśmy mailem, ale pojawiły się także na fanpageu Eagles na facebooku. Dwa treningi w tygodniu nie wyglądały źle, spokojnie można to pogodzić z pracą, szkołą czy życiem rodzinnym. Tym bardziej, że godziny i dni były dobrane w dość oryginalny sposób, może jeszcze czwartek był ok, ale niedziela o 8:00 a później o 9:00 rano mogły mocno zniechęcić.

status we

Chociaż dla każdego kto się pasjonuje jakimkolwiek sportem i chce go trenować, akurat takie detale jak dni tygodnia i godziny mają drugorzędne znaczenie. Liczy się przede wszystkim żeby robić to co się lubi. I tak też było z moimi treningami w WE. Nie miało znaczenia czy to będzie wtorek, czwartek czy niedziela i czy treningi będą o 4, 9 czy 23 – pod jednym warunkiem, nie mogą kolidować z pracą. I założę się, że u 99% zawodników też tak jest. Sorry PLFA to nie NFL – jednak pierwszeństwo ma „proza życia”, na które trzeba najpierw zarobić, a dopiero później myśleć o graniu. Dwa treningi nie wyglądały aż tak źle, ale trzeba pamiętać, że w futbolu koniecznością jest siłownia i na nią też trzeba znaleźć czas. Jak mawia Krzysiek Dreger, nasz były defensywny liniowy i kapitan drużyny – „jeśli nie ważysz przynajmniej 75 kg to na boisku będziesz miał ciężko, bardzo ciężko” – każdy kto grał albo gra, na pewno potwierdzi te słowa. Ja w szczytowej formie ważyłem 74 kg przy wzroście 170 cm i pomimo tego co mówi wskaźnik BMI nie miałem nadwagi. I faktycznie było ciężko, szczególnie w formacjach specjalnych gdzie naprzeciwko mnie nierzadko pojawiał się ktoś z linii – np. end, albo linebacker, albo fullback, a każdy z nich ważył przynajmniej 20 kg więcej.

Ale wracając do treningów. W przypadku Eagles ich miejsca wyglądały bardzo profesjonalnie, a już szczególnie, dobrze wszystkim znany Torwar. Jakby nie było miejsce nobilitujące, tak mi się przynajmniej wydawało. Ogólnie rok 2010 przyniósł sporo zmian – z rozmów z chłopakami wiem, że wcześniej nie mieli tak dobrych warunków do trenowania.

trening we 2010 fot

Warunki warunkami, ale dla mnie liczyło się aby grać. Pierwszy trening zbliżał się błyskawicznie, szczerze mówiąc to nie mogłem się doczekać – nawet pomimo tego, że była to niedziela o 8 rano i jeszcze żeby było ciekawiej na początku listopada. Czyli ciemno, zimno i ponuro, ale takie drobiazgi nie mogły mnie zniechęcić.

Mam wrażenie, że każdy kto przychodzi do drużyny i kiedy już ma pojawić się wśród zawodników na pierwszym treningu odczuwa coś na kształt podekscytowania połączonego jednocześnie z obawą „czy dam radę”. To normalne. Też tak miałem. Pierwszy raz miałem się zmierzyć z futbolem amerykańskim nie jako kandydat na zawodnika, ale już jako ktoś powiedzmy z szerokiego składu.

Sam nie wiedziałem czego się spodziewać. Była niedziela, 8 rano, a tu na treningu przeszło 50 osób – to dopiero jest poświęcenie dla sportu. I wbrew pozorom trening nie miał nic wspólnego z FA. Typowy trening kondycyjny. Zostaliśmy podzieleni na grupy i przechodziliśmy przez kolejne stacje. Pamiętam, że po treningu byłem zmęczony, ale nie jakoś całkowicie wykończony – rekrutacja zdecydowanie bardziej dała mi w kość. Później przekonałem się, że tak było tylko na pierwszym treningu, w miarę z upływem czasu – stacje wydłużały się, a czas odpoczynku pomiędzy nimi był coraz krótszy.

we 2010 trening

Po pierwszym treningu całkowicie byłem już przekonany, że futbol to jest to co chcę robić, nawet pomimo tego, że teraz nie było absolutnie niczego co mogłoby się z nim wiązać i przez najbliższe 2 miesiące tak miało pozostać, a do treningów w sprzęcie było jeszcze daleko.

A tak wyglądał pierwszy trening WE, w którym brałem udział.

Jeśli spodobał Ci się tekst polub mój fanpage na facebooku i nie przegap kolejnego wpisu.

Zdjęcia i film: Warsaw Eagles

Comments

comments

Komentarze są wyłączone.