Miałem marzenie – rekrutacje cz.II

rekrutacje 2

Oto druga część wpisu dotyczącego rekrutacji do Warsaw Eagles.

Po skończonych stacjach byłem niemalże pewny, że to już koniec. Kartka z wynikami oddana, można się powoli zbierać. Wbrew pozorom nie byłem jakoś strasznie zmęczony – myślałem, że będzie gorzej, trudniej, futbol amerykański wydawał mi się mocno fizycznym sportem, gdzie trzeba mieć super kondycję i wytrzymałość a tu niespodzianka – szybko, przyjemnie, na luzie. Tylko, że to nie był koniec. Za chwilę miała zacząć się jeszcze jedna tura rekrutacji.

Druga część była przygotowana specjalnie pod nowych zawodników, a był to regularny trening na prawie każdej pozycji – znów pojawiły się stacje, z tym że wyglądały już całkiem inaczej niż te na początku. Oczywiście najpierw standardowy podział na „grubasów” i resztę. Pomysł idealny w swojej prostocie, bo jakoś nie wyobrażam sobie siebie na linii, albo 130 kilogramowego recivera próbującego uciec cornerowi.

Po tym dość oczywistym podziale przyszła pora na stacje. Te które ja miałem okazję zaliczyć to – recieverzy, running backs, db’s i linebackerzy. Na każdej stacji był co najmniej jeden zawodnik Eagles, który wszystko opowiadał i pokazywał. Linebackerów prowadził Jakub „Dziku” Dzikowski, db’s – Tadek Tarach, running backs – Piotrek „Osi” Osuchowski i Kamil „Speedy” Krekora, a recieverów Kuba Zduń. W zasadzie o każdym z nich można by stworzyć osobny wpis, ale na to pewnie przyjdzie jeszcze czas.

Wracając do rekrutacji – już teraz dokładnie nie pamiętam kolejności stacji, za to zapadło mi w pamięć jedno zdanie wypowiedziane przez Tadka „bieganie tyłem jest fajne” – nie wiem czemu ale jakoś utkwiło mi w pamięci. Jak się później okazało, sam przez 4 lata kilka razy w tygodniu trenowałem „bieganie tyłem” i faktycznie okazało się fajne.

rekrutacje 2_1

Każda stacja miała za zadanie zapoznać nowych ze specyfiką poszczególnych pozycji na boisku. Oczywiście nie było wtedy jeszcze kontaktu, ale można było dowiedzieć się o co chodzi i co się robi grając w konkretnej formacji. Najbardziej chyba zmęczyłem się na linebackerach, Dziku zafundował nam dużo biegania, zwrotów i powtórzeń. I choć może dystans przebiegnięty był mniejszy niż u db’s i recieverów, to jednak było tutaj dużo bardziej intensywnie. Cały Dziku – nie było opierdalania się, jak trenować to konkretnie. U running backów Osi i Speedy pokazywali w jaki sposób ułożyć ręce do hand offa, jak odebrać piłkę od rozgrywającego i z której strony trzeba ją trzymać podczas biegu. Na stacji db’s było sporo biegania, oczywiście w dużej mierze tyłem, trochę zwrotów i tłumaczenia czym są strefy z tyłu. Najwięcej funu zafundowali wszystkim nowym Kuba Zduń (WR) i Daniel Krawiec (rozgrywający), którzy pokazali jak powinno wyglądać wyminięcie odbiorcy i złapanie piłki. Wydawało mi się, że to żadna sztuka… dopóki pierwszy raz nie spróbowałem złapać piłki lecącej z prędkością pocisku. Później przekonałem się, że to wcale nie było takie mocne podanie, ale na początek i tak zrobiło to na mnie wrażenie, spotęgowane dodatkowo wybitym palcem przy pierwszej próbie złapania piłki.

rekrutacje 2_2

Szczerze mówiąc po zakończeniu rekrutacji ledwo mogłem się ruszyć. Zakwasy miałem jeszcze przez kilka następnych dni. Tak intensywnego treningu jeszcze nie doświadczyłem w żadnym sporcie i żadnej drużynie. Bolał mnie praktycznie każdy mięsień, ale tak zadowolony nie byłem od dawna, dałem radę. Spodobało mi się! Poczułem na własnej skórze, że futbol amerykański to jest właśnie ten sport, który chcę zacząć trenować.

Byłem mega zadowolony, ale nie byłem pewny czy dostanę się do drużyny, w końcu niczym wielkim na rekrutacji się nie wyróżniłem. Takich jak ja było jeszcze ze 40 osób, dlatego nie wiedziałem czego mogę się spodziewać, czy moje wyniki wystarczą do tego aby móc trenować i próbować wywalczyć miejsce w składzie jednej z najlepszych drużyn futbolowych w Polsce.

warsaw spartans

Nie chciałem liczyć tylko na Eagles, bo nie byłem pewny czy się dostanę, a chciałem grać. Los chciał, że w tym samym czasie rekrutację prowadzili również grający ligę niżej Warsaw Spartans. Postanowiłem spróbować również tutaj – wydawało mi się, że będzie łatwiej. Niższa liga zatem pewnie mniejsze wymagania co do kandydatów na zawodników, a tym samym większe szanse na dostanie się i granie!

Wciąż jeszcze czując zakwasy po rekrutacji do Eagles wybrałem się na try out Spartans. Niedziela, 8 rano, boisko na warszawskiej pradze i tak serio to ciężko sobie wyobrazić bardziej niesprzyjające warunki – zimno, pochmurno, pierwsze przymrozki ogólnie słaba opcja, no ale czego się nie robi żeby grać w futbol. Na miejscu byłem pięć minut przed czasem, po boisku przechadzało się kilka osób, ale frekwencyjnie szału nie było. Krótka rozgrzewka plus rozciąganie. Hm… myślę sobie raczej słabo, nie powinno się chyba robić tak dużo rozciągania od razu na rozgrzewce, ale co ja tam się znam – robię jak wszyscy. Stacje takie same jak u Eagles tylko zamiast pompek wyciskanie na ławeczce. System zbierania danych to samo – kartka z danymi czyli imię, nazwisko, mail, telefon, informacje o wcześniejszych przygodach ze sportem i miejsce na wyniki poszczególnych konkurencji. Czasy, odległości i rezultaty miałem bardzo podobne jak u Eagles, ale konkurencja do składu mniejsza wniosek prosty, będzie łatwiej się dostać.

Przejście wszystkich stacji zajęło mi około godziny… i tyle. Nic więcej. Czułem się jakoś dziwnie, niby nie oczekiwałem idąc na try out, że ktoś będzie się mną zajmował, ale tutaj nie było nawet informacji co, jak, kiedy, itd. Wyglądało to całkowicie inaczej niż u Eagles. No ale widać na pradze nikt się z Tobą pieścił nie będzie. Szkoła życia od początku do końca. W moim przypadku do szybkiego końca. Pierwsze spotkanie ze Spartans było jednocześnie moim ostatnim, no może nie licząc derbów 3 lata później.

Szczerze muszę przyznać, że jest to jedno z moich największych rozczarowań jeśli chodzi o Spartans, bo po try oucie nie dostałem od klubu żadnej informacji zwrotnej. Nie po to zostawiłem swoje dane, wstawałem o 7 rano w niedzielę, starałem się jak mogłem, żeby nie zasłużyć nawet na maila w stylu – „dziękujemy za udział w rekrutacji, niestety nie dostałeś się do drużyny”. Tyle by wystarczyło, a nie było nic, a skrzynkę sprawdzałem kilka razy dziennie, włącznie z folderem „Spam”. Czas pokazał, że dobrze się stało, że nie dostałem żadnej informacji, ale zawiedziony byłem strasznie, tym bardziej, że Eagles… o tym w kolejnym wpisie.

I jeszcze mały apel – jeśli bloga czytają ludzie odpowiedzialni za rekrutacje w klubach to wielka prośba – szanujcie ludzi, którzy przychodzą na try out i chociaż dajcie im znać czy się dostali czy nie. Dla niektórych z nich to jest naprawdę ważna rzecz. Pamiętajcie o tym, bo możecie stracić zawodnika, a tych jak sami wiecie nigdy zbyt wielu.

Jeśli spodobał Ci się tekst polub mój fanpage na facebooku i nie przegap kolejnego wpisu.

Comments

comments

Jedna myśl nt. „Miałem marzenie – rekrutacje cz.II

  1. Pingback: Miałem marzenie - try out results