Poranne „radości”

ford akumulator cov

Nie zna życia kto, choć raz nie przeżył takiej sytuacji. Wstajesz rano z doskonałym planem udania się do żłobka/przedszkola/pracy. Wsiadasz do samochodu, przekręcasz stacyjkę… i nic, jedyne co widzisz to przygasające kontrolki i milczący jak zaklęty rozrusznik.

Pierwsza myśl – akumulator. Bingo, szczególnie, że samochód stoi od paru tygodni jako ozdoba podwórkowa. Stał tam na tyle długo, że trawa pod nim całkowicie się odbarwiła.

ford 3

Na szczęście w odwodzie i w razie awarii czeka drugi samochód – samochód wybawca. Tylko, że tego pierwszego nie można zostawić ot tak sobie żeby stał. Zatem co – po powrocie z roboty, wieczorem klucze w rękę i rozpoczynamy wyciąganie akumulatora. Kiedyś w Fiacie 125p nie było problemu, 2 śruby, wszystko na wierzchu raz dwa – wyjęty. Teraz – o jezusie – w tych nowych samochodach każdy praktycznie element jest zakryty, od cholery plastików, zatrzasków, zamków, zabezpieczeń, śrubek… oszaleć można.

I o ile z wyjęciem idzie łatwo, nie licząc poszukiwania nakrętki upuszczonej na trawę, to następnego dnia trzeba będzie z powrotem ten akumulator włożyć na miejsce, a to już jest trudniejsze. O tyle trudniejsze, że trzeba to zrobić rano… o 6 rano, kiedy jeszcze jest szaro za oknem, temperatura na wsi oscyluje w okolicy 4 stopni, a stan umysłu przypomina dopiero co obudzonego misia koalę.

ford

Co zrobić – pobudka 20 minut wcześniej, akumulator pod pachę, klucze w rękę i działam. O dziwo idzie jakoś w miarę sprawnie i po 5 minutach walki triumfalnie przekręcam kluczyk w stacyjce, chwila niepewności – zapalił.

Teraz tylko pozostaje spróbować domyć upieprzone ręce i z dumą udać się we wcześniej zaplanowaną podróż. Ech takie małe wyzwania sprawiają, że doceniam to co umiem zrobić sam :)

Comments

comments

Komentarze są wyłączone.