Trening personalny – co to takiego

warszawskie centrum atletyki

Już od dłuższego czasu przymierzałem się, żeby spróbować choć raz poćwiczyć z trenerem personalnym. Chciałem zobaczyć czym taki trening różni się od tradycyjnego, co jest lepsze, co jest gorsze i jak to w ogóle wygląda.

Zupełnie nieoczekiwanie i szybciej niż się spodziewałem pojawiła się ku temu okazja. Otóż Warszawskie Centrum Atletyki zorganizowało „Otwarty dzień treningu personalnego”. Ha, pomyślałem, głupi by nie skorzystał, taka okazja – zapisuję się. Wybór padł na Kamila Pilarskiego – trenera od uwaga… podnoszenia ciężarów. No dobra – Kamil to nie tylko ciężary. Jest też trenerem w CrossFit GCW, ma uprawnienia trenera kulturystyki, instruktora snowboardu i jeszcze kilka innych ciekawych tytułów. Najważniejsze, że jego przygotowanie merytoryczne gwarantuje dobry i sensowny trening. Zresztą sami zobaczcie – to jego fanpage na facebooku – https://www.facebook.com/KamilPilarskiWeightlifting

Nie chciało mi się jechać jak cholera, wyszedłem z roboty i jedyne o czym myślałem to prysznic i słodkie lenistwo na kanapie. No ale zapisałem się, nie będę przecież odwoływał, tym bardziej, że szansa na załapanie się na darmowy trening personalny może się długo nie powtórzyć.

W WCA pojawiłem się parę minut wcześniej, żeby na spokojnie się ogarnąć. Przebrałem się wszedłem na salę i… kogo spotkałem – to oczywiste, chłopaków z Eagles. Chwilę pogadaliśmy, o futbolu o treningach, o reprezentacji, ale nie przyszliśmy tam w końcu na plotki. Czas na trening.

wca eagles

Na początku Kamil wypytał czego potrzebuję, czego się spodziewam, jak oceniam swoją formę i na podstawie tych informacji zaplanował godzinny trening. Myślałem, że taki darmowy trening personalny to raczej coś lajtowego. Przychodzisz, trochę rozgrzewki, jakieś ciężarki, może proste elementy crossfitu, ale nie. U Kamila nie było „miękkiej gry”. Jak trening to trening. Godzina musi być na maksa wykorzystana, oczywiście przy założeniu, że obciążenia dostosowane są do konkretnej osoby i jej stopnia zaawansowania.

Początek wydawał mi się dość spoko – bieżnia, tak 5 minut na start, później wiosła – standardowo nachwytem, podchwytem, jedną ręką, drugą, przyciągnięcia nad głowę – pierwszy raz w ten sposób ćwiczyłem na wiosłach. No dobra rozgrzewka zrobiona – czas na coś konkretnego. Padło na obwódy crossfitowy. Obwód razy 4. Damn, nie przepadam za crossfitem no ale co, jedziemy. Miała być ogólnorozwojówka to jest. Obciążniki na kostkach i nadgarstkach i zaczynamy.

Obwód pierwszy – spoko na luzie. Drugi już trochę trudniej, ale robię, trzeci – kurwa, co się dzieje nie daję rady zrobić wszystkich powtórzeń przy niektórych ćwiczeniach. Obwód czwarty – wstaję po ostatnim powtórzeniu i kręci mi się głowie. O dzizas – ale miazga. Tyle, że Kamil patrzy na zegarek i mówi: „słuchaj mamy jeszcze 6 minut, dawaj przysiady, żebym wiedział, że nogi też ruszyliśmy”. Po treningu jeszcze 10 minut spędziłem na bieżni uspokajając tętno, gdy spadło poniżej 130 mogłem spokojnie skończyć i iść się przebrać. Oczywiście był też potreningowy banan

wca lepiej walczyc

Czułem się przeczołgany maksymalnie, spodziewałem się mega zakwasów, i że ciężko mi się będzie następnego dnia ruszyć. Kamil był innego zdania i wiecie co, miał rację. Czuję mięśnie, czuję trening, ale jest to ten rodzaj niewielkiego przyjemnego bólu, który daje Ci poczucie tego, że faktycznie wczoraj ćwiczyłeś, a nie takiego, który nie pozwala się ruszyć.

Trening personalny to zajebista sprawa. Przez cały czas masz trenera obok, który pilnuje Ci czasu, techniki, od razu reaguje jeśli coś jest nie tak. Jeśli widzi, że z czymś nie dajesz rady to modyfikuje obwód, dostosowuje go do Ciebie albo tak jak było w moim przypadku motywuje do zrobienia jeszcze chociaż jednego powtórzenia.

Szczerze przyznam, że nie spodziewałem się po tym treningu niczego wielkiego, a tymczasem dostałem trening jakiego nie robiłem od bardzo, bardzo dawna. Teraz to już pewne, od lutego wracam do WCA na regularne treningi.

Każdemu polecam żeby chociaż na początku swojej przygody z siłownią czy crossfitem wykupił kilka takich treningów personalnych. Co prawda koszt jest całkiem spory bo jedna godzina to 130 złotych, ale są różnego rodzaju pakiety i tak np. w WCA 2×45 minut to też 130 złotych. 10 treningów godzinnych kosztuje 1200 PLN, ale tak jak rozmawiałem z Kamilem, wystarcza to na około 2 miesiące, bo przecież nie każdy trening musi być personalny.

radek wca

Byłem, sprawdziłem, mogę polecić, także jeśli boicie się, że nie macie pojęcia o ćwiczeniach to na początek trening personalny, ułożenie planu treningów i można robić formę! Do lata jeszcze kawał czasu, także spokojnie zdążycie. Najtrudniejsze to zacząć. Ja to mam już za sobą!

Jeśli spodobał Ci się tekst polub mój fanpage na facebooku.

Comments

comments

Komentarze są wyłączone.