Fun jest w drobiazgach

murek

Szybkie pytanie – kiedy ostatni raz chodziliście po murku albo po krawężniku, co? Nie pamiętacie, a pamiętacie jaki to był fun jak byliście młodsi? Ja sobie dziś przypomniałem odprowadzając Antoniusza do przedszkola.

Jest na drodze do tej pięknej instytucji niewysoki murek może tak ze 30-40 cm, murek już historyczny, wręcz legendarny, murek po którym spacerowało tysiące dzieciaków, w tym również ja – tyle, że 30 lat temu. Teraz tradycję kontynuuje młody. Codziennie spaceruje sobie po nim, a ja standardowo, normalnie, obok po chodniku jak dorosły, odpowiedzialny, stateczny człowiek. Dzisiaj powodowany jakąś nieznaną siłą z kosmosu i podszeptami szatana, sam wskoczyłem na murek i momentalnie znowu stałem się 3 letnim radkiem, cieszącym się taką głupotą jak spacer po murku! Fun miałem zarówno ja jak i młody. Niby drobiazg, a jak mawiają amerykanie te dwie minuty o 8 rano „made my day”.

murek

Inni rodzice patrzyli się na mnie trochę jak na debila, trochę jak na nieszkodliwego wariata, choć pewnie też mieliby ochotę się tak przespacerować, a jeśli nie mieli to jest mi ich po prostu żal.

Kiedyś Margaret Lee Runbeck powiedziała takie zdanie: „Szczęście to nie stacja docelowa, to sposób podróżowania”. I tego trzeba się trzymać. Czego sobie i Wam życzę.

P.S. Drogę powrotną z przedszkola do samochodu też pokonałem idąc po murku ;) Miny rodziców i niektórych dzieci – bezcenne. I takich „murków” życzę każdemu. Grunt to umieć odnaleźć przyjemność i coś fajnego w drobiazgach.

A czuję się dziś mniej więcej tak:

Jeśli spodobał Ci się tekst polub mój fanpage na facebooku i nie przegap kolejnego wpisu.

Comments

comments

Komentarze są wyłączone.